Fandom

Shadowrun Wiki

Pościg

4119stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Dyskusja0 Share

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

26-27 grudnia 2004r.

POŚCIG Edytuj

DekeR Edytuj

Igła poprawiła swoje błękitne getry, które zsunęły się podczas spaceru. Ostatnie 50 metrów przeszła pieszo. W końcu nigdy nie wiadomo jak opuści się miejsce spotkania, z drugiej zaś strony 50 metrów to nie tak znów daleko, gdy trzeba się ewakuować. Szczególnie z szybkim i groźnym ścigającym... Dziewczyna stała w ciemnym magazynie, wśród wielkich elementów silników odrzutowych, które były tu niegdyś składane. Zapadł już zmrok, ale nadal wyraźnie było widać kurz spoczywający na tych zardzewiałych kolosach i sterty śmieci leżące w plamach cienia. - No to chwilę poczekamy... - powiedziała sama do siebie - Jak jemu się nie śpieszy, to mi też nie musi.

Przez cichy zaułek zawalony śmieciami przedzierał się człowiek. Był on dobrze zbudowanym mężczyzną wyglądającym na około 25 lat. Poślizgnął się na jakimś opakowaniu i runął w stertę śmieci. Przekręcając się na brzuch, wyrwał spod płaszcza swojego Uzi III i wymierzył w stronę wejścia uliczki. Niemal w tej samej chwili wpadło do niej 2 facetów w ciemnych garniturach, na których czołach perlił się pot. Obaj dzierżyli w ręku shotguny i dyszeli ciężko, lecz niezmordowanie parli przez to morze śmieci. Brzytwa, bo tak nazywał się ścigany, wypalił z pistoletu do bliższego, ten natychmiast runął na ziemię z przestrzeloną lewą skronią. - Warto było dać te 40 000 nujenów za nowe oczy... - powiedział i zdążył tylko przeklnąć w duchu, gdy ujrzał kolejnych pięciu zbirów wpadających do zaułka...

- Cholera, gdzie on jest - Igła rzuciła pytanie w przestrzeń - Chyba chce, żebym tu zamarzła... Zasunęła pod szyje swoją skórzaną kurtkę, ale to raczej nic nie pomoże, pod nią miała tylko bieliznę i śliczną pastelową spódniczkę o kolorze nieba. Oczywiście, w lewej skarpetce miała nóż, a w kieszeni swojego Aresa Predatora, ale chyba nikt nie pomyślałby, że przyjdzie na spotkanie z Johnsonem bez zabezpieczenia... Podeszła do ściany. Na tablicy, wciąż kurzyły się prace plastyczne dzieci pracowników fabryki. Naprzeciwko była masa małych okienek z grubego szkła, przez które wdzierało się tu sporo światła z ulicy. Aż dziw, że korporacja utrzymywała tu nocne oświetlenie...

W wąskim zaułku ciężko było walczyć, ale udało mu się załatwić jeszcze dwóch napastników, lecz gdy szala zwycięstwa zaczynała przechylać się na jego stronę, zabrakło mu amunicji... Zrezygnował z wymiany magazynka pod ostrzałem obrzynów i przeskoczył przez dziurę w murze, którą wywaliło 4 pozostałych Japońców... Mur był słaby, a te sukinsyny miały cholernie zaczepną amunicję. Gdy podniósł się z asfaltu pustej ulicy, zobaczył przed sobą ciemny gmach jakiegoś hangaru, do którego śpiesznie skierował swoje kroki. Gdy zamykał za sobą drzwi dla personelu usłyszał pisk opon i nawoływania chłopców Yakuzy...

Jej zleceniodawca przybył na spotkanie. Zanim wychyliła się zza tablic z rysunkami samolotów odrzutowych usłyszała, co najmniej dwa samochody z pieszą obstawą. - Lubi wejścia z pompą. - pomyślała - To powinien też chętnie płacić za moje usługi. Jakież było jej zdziwienie, gdy przed sobą nie ujrzała nikogo! Nie zdążyła jednak się nad tym zastanowić, bo w tym momencie ściana szkła za nią pękła z hukiem... Igła została oślepiona przez reflektory jakiegoś cholernego auta i odskoczyła w bok, między silniki. Gdy wyciągał spod kurtki swojego gun-a, samochód zdążył śmignąć koło jej kryjówki i pomknął w stronę przeciwległego końca hali... - No to będzie zabawa. - powiedziała, odbezpieczając broń. - Następnym razem biorę granaty.

Gdy drzwi zostały przestrzelone, a oknem wskoczył Japończyk z Kalashnikov-em 97, Brzytwa był już gotowy. Jego oczy przestawiły się na pół-cień panujący w pomieszczeniu, a Uzi3 znów był załadowany i żądny krwi. Zanim to, co zostało z drzwi, zostało odrzucone silnym kopnięciem, koleś z okna już nie żył... Samuraj był jednak opanowanym zabójcą i szybko wycofał się z tego małego zaplecza, gdzie mógł być łatwym celem dla granatów. Znalazł się w jakimś składzie złomu, czy czymś takim, lecz niezbyt go to obchodziło. Ważne było to, że jest tu pioruńsko ciemno... Ukrył się za jakimś gratem i usłyszał, a potem zobaczył rozpędzony samochód jadący w jego stronę. Z jego okien wystawali jego prześladowcy z zaułka i wyraźnie byli wściekli. -No cóż, szykuje się grubsza przeprawa... - pomyślał, gdy tuż nad jego głową zadźwięczała seria z AK-97. - No to do dzieła!

Zidentyfikowała samochód jako ciemną limuzynę, z której okien sterczało trzech typków z obrzynami. Igła wychyliła się lekko ze swojej kryjówki i oddała kilka strzałów w stronę napastników. Nagle poczuła wibracje i ciepło w lewym uchu. Dotknęła małego, kościanego kolczyka. W tym momencie rzeczywistość rozmazała się nieznacznie, a postacie z auta zaczęły emanować wewnętrznym światłem. Wizja ustąpiła niemal natychmiast, ale dziewczyna już wiedziała, iż są to orki pod dość słaba iluzją... Wtedy usłyszała trzask na prawo i zobaczyła kolejnych napastników przedzierających się w jej kierunku. Cały czas pruli w jej stronę z broni automatycznej, ale na tyle niecelnie, że mogła ich na razie olać. Gorsza sprawa była z autem, które było coraz bliżej. Shadowrunnerka padła na ziemię i dokładnie mierząc oddała kilka strzałów w koło pojazdu. Czy to za sprawą amunicji, czy też zwykłego szczęścia strzelca, opona eksplodowała, wywracając auto na dach. - Mam cię! - pisnęła zadowolona Igła, lecz uśmiech zastygł jej na ustach. Wśród snopów iskier pojazd nadal pędził w jej stronę. Próbowała się podnieść, ale...

Brzytwa w zasadzie nigdy nie tracił nad sobą kontroli... Nie tracił nad sobą kontroli, przestrzeliwując głowy ochroniarzy. Nie tracił kontroli, przygważdżając do podłogi różne potwory. Nie tracił nad sobą kontroli nawet zadając śmierć „niezbyt winnym". Lecz w tym momencie zaczął odczuwać mały dyskomfort psychiczny... Po raz trzeci załadowywał broń, a napastników jakby nie ubywało i może mógł ich wszystkich posiekać, lecz to był jego ostatni magazynek. Wrogowie po początkowych kłopotach z koordynacją, pozajmowali pozycje za różnymi gratami i stamtąd ostrzeliwali swoją ofiarę. Całe szczęście samochód musiał w coś rypnąć, co przy tej prędkości nie wróżyło dobrze pasażerom i Brzytwa miał tylko nadzieję, że ich zaboli. Co zresztą można było niemal jednoznacznie stwierdzić po dochodzących stamtąd odgłosach... Nagle samuraj usłyszał nikły dźwięk i ujrzał granat toczący się w jego stronę. Skok adrenaliny znacznie przyśpieszył jego reakcje, co skróciło aktywację wspomagania do minimum. Brzytwa wykonał szybki obrót, przechodząc z pozycji siedzącej do leżącej i kopnął granat w stronę napastników z prędkością 40km/godzinę... Nie zobaczył wybuchu, ale musiał on być niezwykle celny, bo po chwili spadł koło niego karabin, wraz ze ściskającą go dłonią. Dłoń należała do jakiegoś orka, ale samuraj nie był rasistą i natychmiast przywłaszczył sobie broń.

Igła straciła na chwilę przytomność, ale zrządzeniem losu ocknęła się akurat, by uderzyć orka nożem w przeponę. Wyraz zaskoczenia na jego twarzy świadczył, iż on nie za bardzo wiedział, o co chodzi. Dziewczyna przeturlała się w bezpieczny kąt, podniosła z ziemi i stwierdziła co najmniej cztery nieprzyjemne rzeczy... Po pierwsze, miała podarte i zakrwawione getry, po drugie, zgubiła swojego Aresa, gdy walnął w nią samochód, po trzecie, w mroku za wrakiem ktoś wyraźnie mamrotał czar, a po czwarte, cholera wie, co ją jeszcze mogło dziś spotkać... Jeden siepacz z drugiej grupy rzucił w nią granatem, ale odbił się on od jednego z silników i wybuchł tuż koło rzucającego. Igła podniosła auto-shotguna jednego z pasażerów auta.

Brzytwa wodził lufą po ciałach, ale żadne nie okazywało oznak życia, więc pośpiesznie skierował się w stronę wyjścia znajdującego się po przeciwnej stronie pomieszczenia. Nagle z ciemności wystrzelił w jego stronę strumień światła i trafił w skorodowany silnik od jakiegoś samolotu. Samuraj odskoczył w bok, ładując całą salwę w stronę wraku. - Cholera, chyba mi wzrok padł. Kant wart 40 tysięcy. - wydyszał przykucnąwszy wewnątrz osłony od silnika - Będą kłopoty. Nagle „kadłub" od silnika przebiło kilka pocisków z obrzyna, sypiąc odłamkami rdzy i farby. Brzytwa poczuł ból przeszywający lewe ramię i oddał z nawiązką. Przebiegł do kolejnego silnika i ukrył się w mroku panującym w tamtej części hali.

Mag uderzył, ale Igła skuliła się i pocisk spudłował. Usłyszała za sobą kogoś, więc przeładowała broń i oddała kilka strzałów za siebie. Któryś z chłopców miał szczęście i przeżył wybuch granatu.Mógł się zastanowić, w końcu tylko kłopoty chodzą parami. Dostrzegła bryzg krwi, więc pozostało jej tylko załatwić maga. Wyskoczyła ponad samochodem i oddała kolejne dwa strzały, mierzone centralnie w korpus maga. Niestety, musiał mieć jakąś osłonę, bo śrut rozpadł się na boki, niczym piasek o szklaną misę. - Kurde, jest problem. - pomyślała - pora spadać. Zerwała się na nogi i pognała w stronę wyjścia. Nagle powietrze przed nią zadrżało i wpadła na maga, który się „przeniósł". Był to przystojny azjata o błękitnym spojrzeniu, ubrany w pancerz i ciemną pelerynę. - Też używasz iluzji? - wychrypiał - szkoda, że nie mam czasu aby zgłębiać twoje umiejętności. - Co? - zaskoczona otworzyła lekko usta, ale szybko się zreflektowała - Spieprzaj! Mag wojny uśmiechnął się tylko kącikiem ust i trzymając ją jedną ręką za ramie, drugą sięgnął po nóż. Igła szarpała się rozpaczliwie, ale napastnik był dla niej za silny. Podejrzewała, że to także sprawka jego magii.

Krew lała się z niego niemiłosiernie, ale na razie zrezygnował z robienia opatrunku - wciąż jeszcze mógł zginąć. Powoli wycofywał się do drzwi, którymi przyszedł, ale usłyszał krótką wymianę zdań. Cicho zaczął iść w kierunku, skąd dochodziły głosy i jeśli tylko napastników zostało niewielu, zaciągnąć języka. Gdy był już na tyle blisko, aby stwierdzić, że pozostało ich tylko dwóch postanowił zaatakować. - Zagrałaś, przegrałaś. - mówił jeden z głosów - Żegnaj... - To nie moja wina. - odparł drugi głos - Wal się. Brzytwa wyskoczył zza rogu z bronią gotową do strzału, lecz to, co zobaczył nieco go zaskoczyło. Spodziewał się najemnika tłumaczącego się szefowi, a ujrzał jakiegoś fircyka z nożem i szarpiąca się dziewczyną. - Co jest, kudre... - wyszeptał.

Nagle w polu widzenia obojga pojawił się jakiś najemnik z karabinem w dłoni. Mag odwrócił w jego stronę głowę, totalnie zaskoczony nową sytuacja, a wtedy Igła kopnęła go w krocze. Gdy uwolniła się z jego uścisku, wróciły jej siły i naprawdę silnie zadała mu kilka uderzeń pięścią w twarz. Ponieważ była adeptem sztuk walki, mag poleciał na jeden z silników z mielonką zamiast twarzy. Rzuciła się w stronę oprycha z bronią, ale zanim go dopadła, wystrzelił krótką serię w podnoszącego się już maga. Igła stanęła jak wryta.

- Chyba jesteśmy po tej samej stronie - powiedział - Ci kolesie polowali na mnie. Dziewczyna wydała się także zaskoczona, ale lekko się uśmiechając podeszła do niego nieśpiesznie. Ku jego uciesze opuściła „zabójcze" ręce. - Myślałam, że to zasadzka na mnie - odparła - kim jesteś? - Mów mi Brzytwa - uśmiechnął się, opuszczając broń - A ty?

Zaczynało padać. Szacowny jegomość w dość zaawansowanym wieku i ciemnym płaszczu wysiadł ze swojego luksusowego auta naprzeciw dawnej fabryki silników samolotowych. Poprawiwszy kapelusz, skierował się do głównego wejścia, a dwóch goryli podążyło pół kroku za nim. Jeden z ochroniarzy otworzył przed nim drzwi i BUM!

- Cholera, chyba skasowałeś mój kontakt - powiedziała, stojąc nad ciepłymi zwłokami - i jego ochronę... - Sorry, myślałem, że to znowu te zbiry. - odparł Brzytwa - Albo ich szef. Igła spojrzała jeszcze raz na gościa w ciemnym garniturze, z którego ust kapała krew... W zasadzie to nie miała pewności czy to jej Johnson. Samuraj odrzucił broń i poszli kawałek ulicą w deszczu. Kilkadziesiąt metrów dalej minął ich zastęp samochodów Lone Star, pędzący na sygnale nie wiadomo gdzie... - Ok, czas się rozstać - wskazała swoje auto - Chyba, że mogę cię gdzieś podrzucić? - Nie, dzięki. - odparł - Może się jeszcze kiedyś spotkamy. Odpaliła silnik i popędziła do domu, a jej nowy znajomy stał w miejscu patrząc za nią. Trzeba będzie się dowiedzieć co to za jeden... Na pewno niezgorszy fachowiec.

- Halo, biuro pana Theltona? - Tak, tu osobista sekretarka pana John-a Theltona. - Zastałem pani szefa? - Niestety nie, pojechał na ważne spotkanie w interesach. - W takim razie proszę go skreślić z listy akcjonariuszy, bo właśnie leży martwy koło mnie - Och... - Do widzenia - komisarz Gordon odłożył słuchawkę.

Więcej w Fandom

Losowa wiki