Fandom

Shadowrun Wiki

Paragraf 572

4119stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Dyskusja0 Udostępnij

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Podciągasz prawy rękaw kurtki. Na przegubie, masz urządzenie podobne do XX wiecznego zegarka. To twój przenośny wideotelefon, który możliwościami dorównuje wielu komputerom. Dzisiaj to nic nadzwyczajnego- masz standardowy model. Są ludzie, którzy mają telefon w głowie, ale to nie dla Ciebie. Wiesz że Twoja magia osłabłaby, gdybyś zaczął faszerować swoje ciało metalem.

Dotykasz ekranu. Telefon „budzi się” z krótkim „piip”.
- Decker
- Który? – spytał telefon modulowanym, kobiecym głosem
- Alias.
Po chwili ekran ożył i zobaczyłeś cyfrową twarz japońskiego samuraja. „Kombanła” wywrzeszczał komputerowy rycerz (to pewnie po japońsku. Pewnie „Dzień Dobry”, albo „Jak się masz”).
- Alias, nie bądź pałą, przecież wiesz, że to ja.
- Hoi, chummer, jak się masz. – głos Aliasa był trochę zniekształcony. Kiedyś Ci tłumaczył, że to efekt szyfrowania rozmowy, oraz przekierowań, które miały uniemożliwić komukolwiek zlokalizowanie Aliasa. – mówiłem ci setki razy, żebyś nie dzwonił do mnie z komóry. Równie dobrze mógłbyś gadać ze mną przez radio. NSA na pewno nas podsłuchuje.
- Alias, wyłącz na minutę swoją paranoję. Pamiętaj, że wisisz mi przysługę za tamten numer sprzed miesiąca. Gdyby nie ja, zamiast wisieć w Matrycy, schylałbyś się teraz po mydło w najgorszym więzieniu w Seattle.
- Dobra, dobra – decker najwyraźniej nie był zachwycony tym, że omal nie dał się wtedy złapać i że musiałeś mu pomóc, żeby wyrwał się z kłopotów. – W czym problem, chummer? Czyżby okazja, bym spłacił dług wdzięczności?

 Rozchmurzyłeś się.

- Czytasz w moich myślach, Ali. Sprawdź poprzednie połączenie na mój numer. Wyciągnij brudy tego Johnsona, który ze mną rozmawiał i daj znać, czy ten run, który dla mnie szykuje, to nie jakaś ściema. – rozmawiając z deckerem kierowałeś się do najbliższej stacji metra. Jeśli Twój Johnson naprawdę chciał Cię wynająć, a nie wrobić w jakieś problemy, to musisz jakoś zdążyć na spotkanie, a po przesłaniu kasy deckerowi nie stać Cię już na taksówkę. – Ile Ci to zajmie?
- Dam znać za 5 minut. W międzyczasie postaraj się nie wpaść w żadne problemy, z których musiałby Cię wyciągać twój stary kumpel Alias.
- Spoko, Ali, masz to u mnie. Ekran zamrugał, pojawiła się informacja o kosztach połączenia – okazało się, że dzwoniłeś na darmową infolinię samotnych indiańskich matek, uzależnionych od telenowel.
Ci deckerzy i ich poczucie humoru.




Parę minut później stał się cud - jechałeś już metrem w kierunku parku, i nie spotkałeś żadnego gangu, który chciałby Ci sprzedać kosę, albo wyciągnąć kasę!
Piip. Zabrzęczał krótko telefon. Ekran sam zaczął się wysuwać, choć nie wcisnąłeś klawisza akceptacji – ach, Ci deckerzy! – na ekraniku pojawił się znajomy, cybernetyczny samuraj – Ali, to Ty.
- Wysiadaj stary z tego metra! Nie jedź do parku! Za pół godziny odpal telekom! – skinąłeś głową, i ekran niemal w tej samej chwili zgasł.

Wróciłeś do domu. Krzyknąłeś „Światło!”, ale zamiast oświetlenia włączył się telekom, którego holograficzny ekran zajmował niemal całą ścianę salonu. Telekom – centrum rozrywki, które można znaleźć w każdym domu. Jego funkcje to kino domowe, stacjonarny wideotelefon, wideo, komputer do serfowania po matrycy, i setki innych możliwości, o których uczyli Cię w szkole, ale nigdy nie byłeś mocny z wykorzystywania elektroniki. Zamiast Discovery na ekranie pojawił się cyfrowy samuraj.
– Ali...
– Słuchaj stary, Twój Johnson chce Cię sprzątnąć. Musiałem rozwalić kilka zabezpieczeń w jego firmie, i uwierz mi – nie było łatwo, ale wiem wszystko. Weź browca z lodówki, a ja Ci prześlę dane, jakie wyciągnąłem z jego kompa.
– Po co mi informacje o interesach jakiegoś białego kołnierzyka?
- A jeśli ostatni przelew z jego konta poszedł na wynajęcie bandy shadowrunnerów, żeby sprzątnęli gościa, który za godzinę ma się pojawić w parku? Wciąż masz w nosie dane z kompa Twojego pana Johnsona?
- Sorry, Alias. Nie wiedziałem.
- Nie ma problemu, koleś. Po to właśnie są deckerzy.
Z rozmowy z deckerem oraz danych, które przejrzałeś widać było, co chciał z Tobą zrobić Twój były pracodawca.
Julio Tanaka, bo tak naprawdę nazywa się twój Johnson, to pół azjata, pół latynos. Kiedyś pracował w jednej z japońskich korporacji. Pięć lat temu został porwany. Jak się okazało, po roku pojawił się znowu – tym razem, jako pracownik megakorporacji Aztechnology...
Wzdrygnąłeś się. Znałeś tę korporację. Jedna z 8 największych megakorporacji, była znana na całym świecie – ich specjalnością były podróby - dżinsów, elektroniki z Japonii, ale także handel nowymi narkotykami – elektronicznymi chipami z nagraniami, które zmieniały Twoją rzeczywistość, i po obejrzeniu których wciąż chciałeś więcej i więcej. Ponieważ Aztechnology rządziła w kraju, który kiedyś nazywał się Meksyk, a teraz powrócił do nazwy sprzed setek lat i wszyscy mówili na niego Aztlan, nawet dziecko wiedziało, że Aztechnology zaczynało wiele lat temu jako firma założona przez handlarzy narkotyków. Oczywiście, kokaina nie była teraz tak popularna jak kiedyś, ale korporacja nie gardziła także zyskami ze sprzedaży starej dobrej koki.
Aztechnology była również strasznie cięta na shadowrunnerów. Niewielu znałeś takich, co zrobiliby krzywdę tej korporacji i mogli się tym chwalić. Trzeba przyznać, że Alias dużo zaryzykował, żeby Tobie pomóc
- Dzięki Alias...
- Nie bój nic, chummer. Może i Aztechnology to królowie magii, ale ich komputery nie były dla mnie problemem . No tak. Zapomniałeś o tym, że deckerzy mają ego większe, niż smoczy ogon. Na pewno Alias będzie teraz pysznił się przed innymi deckerami, jak to złamał zabezpieczenia jednej z megakorporacji. Kowboje Matrycy czasami przypominali Ci bandę chłopaków, którzy koniecznie muszą się pochwalić tym, co udało im się zrobić).
- Dlaczego Tanaka chce mnie załatwić?
- Pewnie za dużo wiesz.
- Ja nic nie wiem!
- To ty tak myślisz. Ale twój Johnson widzi w Tobie zagrożenie. Nie odpuści.
- Co zrobić? Pojechać do parku i rozwalić tych runnerów?
- Nie dasz rady. Są drodzy. A to znaczy, że są dobrzy. Zresztą nawet jakby ci się udało, Tanaka wynajmie następnych.
- Więc co ?
- Albo znikniesz z miasta.

(574. Jeśli czujesz, że chcesz się wycofać - to kliknij tutaj.), albo go zabij. Nie ma trzeciej opcji.




- To go zabiję.
- Tak myślałem. W telekomie masz jego adres – facet pracuje w domu, a dom jest na dachu wieżowca należącego do Aztechnology. Praktycznie nie wychodzi. Musisz złożyć mu wizytę domową.
- Ochrona?
- Wieżowiec ma silną ochronę. Kiedy tam podjedziesz, musisz jakoś dotrzeć na dach – wymyśl coś. Jak już będziesz na górze – uważaj! Ten facet płaci fortunę na ochronę osobistą. I nie wiem na co. Aztechnology wie, że ma kiepskie zabezpieczenia komputerowe i nie trzyma takich informacji w swojej sieci. Spodziewaj się najgorszego.
- Czego?
- Nie mam pojęcia. Pewnie jakaś cholerna magia. Czego się spodziewasz po Aztekach ?
- Jak możesz pomóc?
- Jak tam podjedziesz, uruchomię sygnał alarmu bombowego i odpalę kilka czujek dymu. Przy wejściu zrobi się burdel. Wykorzystaj to. Na więcej nie licz.
- Dzięki, Alias – tyle mi wystarczy.




2 godziny później. Wieżowiec Aztechnology w śródmieściu. Wyminąłeś grupę spanikowanych mieszkańców, uciekających niczym szczury z płonącego okrętu. Pierwsze wozy strażackie już podjechały pod budynek i potępieńczy ryk syren rozdarł nocną ciszę.
Wszedłeś do środka, minąłeś windy, z których wylewali się kolejni spanikowani mieszkańcy – niektórzy jedynie w papuciach, ubrani w pidżamy. Przeciskając się wszedłeś po schodach na piętro. Tutaj mieściły się biura, ale o tej porze nikogo tutaj nie było... Chociaż...
- Cza Cza Cza. Maambo! - Rozległ się fatalny śpiew z korytarza po prawej. Stanąłeś za rogiem i rzuciłeś okiem – facet był ubrany w drelich, uzbrojony w mop i kompletnie głuchy na alarm – nosił słuchawki na uszach. Był jakieś trzy metry od Ciebie. Dwa kroki i już byłeś za nim. Wykonałeś jeden, krótki cios kantem ręki i sprzątacz opadł bez ducha.
Po paru minutach miałeś na sobie drelich z napisem „PABLO” na lewej piersi, i popychałeś przed siebie mopem kubeł z brudną wodą. Kilka razy przebiegł obok ciebie spanikowany pracownik korporacji. Wtedy zawodziłeś na cały głos „MAAMBO”. Efekt był zawsze taki sam. Korp stawał jak wryty, patrzył na Ciebie jak na kosmitę i kontynuował ucieczkę dwa razy szybciej. Najwyraźniej menadżerowie nie lubili sprzątających. A może tylko kolesi o imieniu Pablo?
Na trzecim piętrze odnalazłeś windę towarową. Wsiadłeś do środka i przycisnąłeś ostatni przycisk.
Kiedy otworzyły się drzwi, stanąłeś jak wryty – naprzeciwko Ciebie zawirowała jakaś dziwna istota. Kiedy rzuciłeś na nią kątem oka, zobaczyłeś coś... Jakby Indianina w stroju Azteków albo Majów, z dziwnymi, rozszerzonymi nożami zamiast dłoni.
Kiiin Chuu! – zaszeleściło ci w uszach i istota rzuciła się w Twoją stronę. Przyzwałeś magię. Ledwo widziałeś plastikowe kubły na śmieci, a źródłem światła przestały być jarzeniówki oświetlające windę. Wyraźnie zobaczyłeś ducha, wyglądającego jak południowoamerykański Indianin w jakimś dziwnym, rytualnym stroju z czasów przedkolumbijskich. To pewnie szamani pracujący dla Aztechnology sprowadzili go jako magicznego strażnika. Zwykły człowiek zazwyczaj nie ma szans duchem lub żywiołem, ale szamani nie spodziewali się, że ich pupilek spotka Ciebie – człowieka, który może walczyć zarówno w zwykłym świecie, jak i w przestrzeni astralnej - normalnie będącej światem magów i szamanów. Kiedy duch starał się Ciebie omamić, udało Ci się odeprzeć jego moc. Ruszył do ataku. Rzuciłeś w jego stronę mop, ale duch bez problemu zrobił unik. Był szybki, ale wiesz, że w zwarciu z duchem, to Ty będziesz górą. Skoczyłeś w jego stronę. Powoooli. Mimo daru magii, który przyspieszał twoje ruchy nie mogłeś równać się szybkością z duchem. To był jego świat. Duch uderzał raz za razem – bezskutecznie. Lata treningów w dojo zrobiły swoje – parowałeś jego ciosy, zmuszałeś swoje wolne ciało do unikania jego piekielnie szybkich ciosów, lub starałeś się je wytrzymać. Jednak kiedy duch spróbował Cię po raz kolejny zaatakować, użyłeś mocy, by zadać mu śmiertelny cios. Duch dosłownie się rozpłynął.
Rozejrzałeś się wokół. Jakby nigdy tutaj go nie było. Potrząsnąłeś głową, zmusiłeś zmysły, by powróciły do materialnego świata.



Przed Tobą drzwi ze złoconą plakietką „Julio Tanaka”.

580. Pora zakończyć interesy z Panem Johnsonem...

Więcej w Fandom

Losowa wiki